Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

Warto się zastanowić

http://stylowi.pl/

Podział posiłków

Kochane, wszystkie powinnyśmy być kochane, po pierwsze i najważniejsze przez same siebie ;). Nie mamy zacząć się akceptować, tolerować nasze wady. Mamy je pokochać, mamy być szczęśliwe z tego kim jesteśmy. Jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie nas wspierał w tej miłości, tym lepiej. Ale to ostatnie nie jest warunkiem koniecznym do bycia szczęśliwą. Najważniejsza dla nas w tej chwili powinna być PEWNOŚĆ SIEBIE.

Rozumiem gorsze stany i wątpienie w siebie, ale to wszystko można mieć za sobą. Naprawdę. Dobrym sposobem na odbudowanie wiary w siebie jest przypomnienie sobie najgorszej sytuacji, w jakiej się znalazłyście i sobie z nią poradziłyście. Oczywiście nie przypominajcie sobie jej w szczegółach, po prostu o niej pamiętajcie, że była. Warto o niej pamiętać. Dlaczego? Bo od dziś będziecie odnosić każde nieprzyjemne wydarzenie do tej sytuacji i mówić sobie: skoro przeżyłam tamtą sytuację, to przeżyję wszystko, tak naprawdę obecnie wcale nie mam się czym martwić. Zobaczycie, że szybciej i łatwiej będzie Wam zamykać każdą nową sprawę. Poza tym zyskacie pewność siebie w działaniu, dążeniu do celu, realizacji planów, osiąganiu marzeń. 

Zacznijmy od prostego ćwiczenia, które wprowadzi Was w tryby przygotowania do odchudzania i wyrobi w Was pewność, że dajecie radę.

Rozpoczynamy od wprowadzenia systematyczności posiłków. 4-5 dziennie, najlepiej w 3h odstępach czasu.

1. Najbardziej treściwe powinno być śniadanie, bo daje siły na cały dzień.
Tu mam na myśli ciemne pieczywo, nabiał, jajka, chudą szyneczkę, dużo pomidorów, ogórków, sałatek. Wszystko, co dobre i niskokaloryczne :)

2. Drugie śniadania powinno być raczej przegryzieniem czegoś, 'wzięciem na ząb'. 
Dobrze sprawdzą się tu: 
  • wafle ryżowe (dobrze by bogate były w błonnik - taka informacja jest zawarta najczęściej od razu z przodu na etykiecie. Błonnik wspomaga perystaltykę jelit) 
  • chlebki typu wasa - o dziwo, mimo bądź co bądź ogólnych niekorzystnych opinii, przychylam się do gryzienia ich, bo dzięki temu walczymy z uczuciem głodu
  • jogurt o niskiej zawartości tłuszczu i cukrów (dostarczamy białko, ale pamiętajmy, że białko nie jest składnikiem energetycznym)
  • warzywa takie, jak: marchewka, papryka, jakie lubicie
  • owoce: jabłko, pomarańczki, mandarynki, banan (banana dobrze nie jeść całego na raz - duża zawartość skrobi), winogron raczej unikajmy - mają bardzo dużo cukru w porównaniu z innymi owocami
Przede wszystkim nie jemy dużo i wybieramy którąś alternatywę.

3. Obiad. 

To nie jest główny posiłek w ciągu dnia! Nie służy temu by po całym dniu pracy wpaść do domu czy do knajpy (nie daj Boże z fast foodem) i nawpychać się ile tylko da radę. To najgorsza zbrodnia, jaką można popełnić i najprostszy sposób by utyć!

Jeśli chodzi o ten posiłek, by schudnąć, najlepiej jest zrezygnować z dwudaniowych obiadów. A tym bardziej deserów poprawiających ilość przyjętych kalorii. Niestety. 
Jeśli lubimy zupy, to nie musimy z nich całkiem rezygnować. Wystarczy, że zjemy małą miseczkę 'chudej' zupy na podwieczorek. Jest w tym pewna słuszność. Zaraz przekonacie się jaka.

Zakładając, że obiad składa się z jednego dania, łatwiej go rozplanować. Tak, planujemy obiad :).
Doradzam jedzenie posiłków na dużych talerzach. Należy rozkładać odpowiednią, małą ilość posiłku na talerzu tak by optycznie go zapełnić, ale żeby ilość jedzenia nie wzrastała! ;) Po co nam taki zabieg? Dla oszukania naszego mózgu! Same oceńcie, w której z sytuacji mózg uzna, że ma wystarczająco dużo jedzenia:

źródło: http://smak-zdrowia.blogspot.com/

Rozkładając jedzenie równomiernie na dużym, a nie małym talerzu, wprowadzicie swój umysł w iluzję sytości po zjedzeniu posiłku. 
Ponadto, drogie Panie, bardzo ważne jest nauczyć się jeść powoli. Im wolniej tym lepiej. Tym dłużej trwa wysyłanie informacji z żołądka do mózgu: 'jestem syty'. 

O tym, w jaki sposób komponować swój posiłek, przeczytacie w kolejnym poście.

4. Podwieczorek to też nieduży posiłek. Bardziej potrzebny zachowaniu odstępów czasowych w jedzeniu, niż służący najedzeniu się. W tym czasie możemy zjeść małą miseczkę zupy, sałatkę z lekkim sosem, owoce, które najbardziej lubimy.

5. Kolacja to tylko dodatek do dnia ;) Malusieńki! Lekki! Nigdy nie mogą to być owoce bogate w cukier, takie jak winogrona. Oczywiście jedzmy winogrona! Ale nigdy na noc. 

Najważniejszą zasadą, która obowiązuje w przypadku każdego posiłku jest nienajadanie się do syta. Jemy na tyle, by nie czuć ciężaru w żołądku ani rozpychania go od środka. Jeśli czujemy niedosyt lepiej wypić szklankę wody albo zieloną herbatę ;) 

Schudnij na wiosnę!

Dawno mnie nie było. Już tłumaczę dlaczego.

Po przejściu dość wyboistej drogi do samonaprawy i satysfakcji, którą nadal podążam, zdecydowałam podzielić się tym, czego nauczył mnie przede wszystkim ten rok, ale też tym dzięki czemu jestem w tej chwili kim jestem, a z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa i szczupła. Czy nie tego pragnie każda kobieta? ;)

Nie czuję się przy tym żadnym ekspertem, raczej są we mnie ogromne pokłady zrozumienia i pamiętam jak ciężko jest walczyć z samą sobą, by osiągnąć zamierzone cele. Podeszłam do tego trochę jak marketingowiec. Przedstawiłam samej sobie korzyści, zaprojektowałam plan działania, wzięłam pod uwagę możliwe dołki... Marketingowcem też nie jestem ;), ale udało się. :)

Zaczął się nowy rok, może któraś z Was będzie szukać drogi dla siebie. Będzie zastanawiać się jak zacząć ZMIANY. Być może pomogę :) A może to, co przeczytacie okaże się po prostu przyjemną lekturą.

Moja historia zaczyna się tak, jak każdej z Was. Od niezadowolenia z własnej figury, zwłaszcza z brzucha, wałeczków i boczków. Tęsknoty za figurą z liceum. Ale to nie była wystarczająca mobilizacja żeby schudnąć. Ciągle powtarzałam sobie, że nie jest tak źle. 56 kg przy 156 cm wzrostu. Po prostu jestem nabita i biust mi urósł.... to było niezwykle pocieszające dla wiecznej deski. Kryzysem był jednak moment, w którym zdałam sobie sprawę, że jem tyle co mój ówczesny facet, a i tak mija godzina i jestem głodna. Próby sportu, np. łyżwy kończyły się wyłącznie obitą dupą i ewentualnie zapaleniem przeziębionego pęcherza. Nie byłam z siebie dumna.

Postanowiłam rozpocząć wielki czas zmian w moim życiu. Żadnej z nich nie żałuję, a dzięki nim osiągnęłam to, co najważniejsze: zadowolenie.


Pamiętam jak zastanawiałam się jakie mam MOŻLIWOŚCI na zmiany. Nie tylko jeśli chodzi o schudnięcie, ale także we wszystkich sferach swojego życia. Zanim się tego dowiedziałam, musiałam 'zmądrzeć'. Odpowiedź jest tak prosta. Granicą naszych możliwości jest jedynie SILNA WOLA. 

Brzmi być może banalnie, tak też to na początku postrzegałam, aż się przekonałam, co mogę. A decydować o sobie mogę przecież wszystko :). Tak jak każda z nas.

Musimy się przyzwyczaić do tego, że to my stanowimy o naszym stanie, planach, marzeniach, sukcesach, a także wyborze odpowiednich przyjaciół. Tak, osoby bliskie, przyjaciele, są ogromnie ważnym czynnikiem we wszystkich zmianach.

Okazuje się często, że złe odżywianie wynika z przyzwyczajeń domowników i jest grzechem grupowym. Czasami wymianie powinni ulec 'przyjaciele', bo nie wnoszą w nasze życie ani krzty uśmiechu czy zadowolenia. Po prostu są. Często są do niczego. Pamiętajcie o tym zagryzając wieczorem kolejną nielegalną czekoladkę na poprawę humoru. Tak, miałam pełno takich wieczorów, kiedy nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, siadałam, oglądałam film i jadłam. Nikogo nie obciążam swoją ówczesną głupotą, ale mając prawdziwych przyjaciół (mam na myśli wyselekcjonowane, sensowne grono znajomych, jak i odpowiedniego partnera życiowego) wieczorem jestem uchachana i nie myślę o zagryzaniu swoich smutków. 


Nie było mnie stać na drogie, głośno polecane diety. Zaczęłam więc kombinować. Jak schudnąć, nie przepłacać, przestać jeść śmieciowe jedzenie... Sprawa okazała się nie być aż tak trudną.

Ze znanych diet zaabsorbowałam tylko jeden ich warunek: czytanie etykiet produktów spożywczych. Niestety zawartość tłuszczy i cukrów w każdym posiłku musi być ściśle monitorowana. Nie zamierzam rzucać wartościami, jakie ma posiadać żywność, którą wolno Wam zdjąć z półki w sklepie. Nie o to chodzi. Ważny jest WYBÓR. I do tego drogie Panie musicie się przyzwyczaić. Macie wybór (również co do mężczyzn ;)). Zawsze sięgajcie po produkt o najmniejszej zawartości tłuszczy i cukrów. Nie wstydźcie się stać w markecie przy stoisku, np. z nabiałem i czytać etykietę każdego jogurtu, na który macie ochotę. Z czasem będziecie sięgać po takie, na które wcześniej nawet nie zerkałyście. Najmniej smakowite wizualnie lub te, które nie mamy zakodowane w głowie jako najlepsze z uwagi na częstość reklam w tv. Niestety tak to właśnie działa... Przyzwyczajenia.

obraz aktywności mózgu porównywalny
dla osób uzależnionych od kokainy i dla osób otyłych
Nasz mózg jest przyzwyczajony do otrzymywania produktów o bardzo dużej zawartości cukru. Cukier działa na mózg jak narkotyk, należy więc odstawiać go umiejętnie i stanowczo. Sięgać po coraz 'chudsze' produkty. Zawsze stopniowo. Nie mają sensu diety, które każą Wam z dnia na dzień wywrócić Wasz jadłospis do góry nogami. Bo wtedy mózg, niezadowolony z nagłego niedoboru swojego 'narkotyku' będzie tak długo uruchamiał ośrodek głodu, wprawiał organizm w zły stan, czasem doprowadzał do depresyjnych nastrojów, aż złamiecie się i pochłoniecie potworne ilości niezdrowych produktów. A wtedy cała męczarnia na nic. Tak drogie Panie, nasz mózg jest samolubny! Chętnie upasłby nasze ciało, po to tylko by mieć nieograniczony dostęp do cukru. Na szczęście istnieje też SILNA WOLA.

Poza tym warto pamiętać, że tłuszcz odkładany w naszych fałdkach nie pochodzi jedynie z tłuszczy przyswajanych w znanej nam postaci. Te, jeśli nie są w nadmiarze, zostają rozkładane do związków prostych i nie wytwarzają większych szkód w postaci opon na brzuchu. Należy pamiętać, że zarówno nadmiar tłuszczu, jak i nadmiar cukrów (przetwarzanych do tłuszczy) zalega w niechcianych miejscach. Na szczęście na wszystko jest rada.

Nie popadajmy oczywiście w skrajności. Codziennie musimy dostarczać odpowiednie ilości cukrów, bo są one niezbędnymi substratami niezliczonych procesów zachodzących w naszym ciele. Odpowiadających za jego zdrowie.

Nieprawdą jest, że aby schudnąć należy przestrzegać restrykcyjnych diet, jeść nic i zalewać się hektolitrami wody. Schudłam 10 kg w ciągu pół roku i jadłam prawie wszystko, co lubię.

Oczywiście, drogie koleżanki, jeśli chcecie schudnąć porzućcie swoje ukochane słodkości, ale wygospodarujcie jeden dzień w tygodniu na 'chwilę słodyczy'. Będzie to dzień, w który będziecie sobie pozwalać na małe co nieco, ulubioną czekoladkę z bombonierki, jednego żelka, połowę batonika. Zasada jest jedna: odchudzamy się cały tydzień, a tylko jednego dnia mamy 'chwilę słodyczy', nagrodę za poświęcenie i pracę nad sobą. Ostrzegam, nie ma oszustw! Słodkość ma być wielkości czekoladki z bombonierki, wchłaniana powoli, z wyraźnym delektowaniem się i odczuwaniem każdego kęsa. Nikt nie powiedział jak długo ma trwać chwila ;), ale ilość słodkości jest ściśle ograniczona.


Jedyne czego potrzebujesz by schudnąć to tak naprawdę WYTRWAŁOŚĆ i chęć do ZMIAN oraz parę podpowiedzi, które będę zamieszczać :)

Hit nt. spalania tłuszczu - dieta cud

Co za ciężka głupota...
Na fb znalazłam info zamieszczone przez szanujący się portal:


co do treści zamieszczonej na rysunku... w tekście jest napisane żeby ograniczać owoce morza... a na liście są one wymienione jako wspomagające spalanie tłuszczu. I babeczki wiśniowe na spalanie? Ciastka na spalanie!? Nieważne z czego by nie były, skoro ciastka to utuczą. chyba coś się pomieszało... już pomijam te kluski 'azjatyckie', tzn. kluski z chińskich zupek?! To chyba miał być demot do śmiechu, a portal zamieścił go jako przepis na odchudzanie i to skuteczne! 

Najgorsze, że użytkownicy portalu klikają i powielają tę beznadziejną informację.

odchudzanie - czyli program naprawczy czas zacząć!

Dziewczyny, parę dni temu odwiedzając blog http://rainygirlisme.blogspot.com, a konkretnie czytając tę notkę, doszłam do wniosku, że czas wziąć się za siebie. Nie ważę jakoś strasznie dużo, bo 54 kg przy 157 cm wzrostu, jednak pewnie jak każdą z nas wqrza mnie ciągle mój brzuszek. Gdyby nie ten fakt, nie przeszkadzałoby mi wcale to, że z rozmiaru 36 skoczyłam na 38. Miało to swoje plusy, tj. większy biust ;). Jednak po przemyśleniu, pooglądaniu zdjęć z ok. 3 lat wstecz, doszłam do wniosku, że chętnie wrócę do tamtej figury. Niestety straciłam ją przede wszystkim przez to, że skończyłam trenować taniec towarzyski. A jedzonko smaczne, wiadomo nie żałowałam sobie ;). A wracając do konkretów.  

  1. CHUDE MIĘSA 
    Wołowina (unikamy antrykotu i rozbratla - są zbyt obtłuszczone), cielęcina (kotlety z kością jedynie po usunięciu tłuszczu), konina (wszystko oprócz łaty), wieprzowina i jagnięcina są zabronione.
  2. PODROBY 
    Wątroba cielęca, wołowa, wątróbki z drobiu i ozór. Unikamy tłustych części.
  3. RYBY 
    Sardynka, makrela, tuńczyk, łosoś, sola, dorsz, dorada, okoń, merlan, reja, pstrąg, miętus i inne białe i chude ryby, ryby wędzone, ryby w konserwach (wyłącznie w sosie własnym).
  4. OWOCE MORZA 
    Skorupiaki i mięczaki takie jak: krewetki, gambasy, kraby, homary, ostrygi.
  5. DRÓB 
    Z tej kategorii zabronie są ptaki o płaskich dziobach takie jak kaczki i gęsi. Pozostałe ptactwo jest dozwolone (warunkiem jest spożycie bez skóry). Najpopulrniejszym przedstawicielem tej grupy jest oczywiście kurczak.
  6. CHUDE WĘDLINY 
    Są to produkty o niskiej zawartości tłuszczu (max 4%). Prawdziwa szynka, golonka, szynka wędzona są niestety zabronione w pierwszej fazie diety proteinowej.
  7. JAJA 
    Tej kategorii produktów chyba nie trzeba przedstawiać. Dozwolone są produkty jajeczne w każdej postaci. Uważać muszą jedynie osoby borykające się z wysokim poziomem cholesterolu.
  8. CHUDY NABIAŁ 
    Jogurty, twarożki (bez tłuszczu), serki homogenizowane. Produkty o smakach owocowych są dozwolone, jednak w umiarkowanych ilościach (max dwa razy dziennie).
  9. PŁYNY 
    Ta kategoria jest jedyną obowiązkową dla każdej osoby przystępującej do kuracji odchudzającej. Należy spożywać minimum 1,5l płynów w dowolnej postaci (woda, kawa, herbata, napoje) diennie.
  10. ŚRODKI DODATKOWE 
    Chude mleko, słodzik (cukier jest zabroniony), ocet, tymianek, zioła, czosnek, pietruszka, cebula, szczypiorek. Przyprawy są jak najbardziej polecane (wzmacniają uczucie sytości).


2 etap
warzywa (surowe lub gotowane) - w szczególności pomidory, szparagi, sałatę, ogórki oraz grzyby, a także: szpinak, rzodkiewki, kapustę, seler, cykorię, bakłażany, paprykę, marchew, buraki, szparagi i bakłażany.
Naprzemiennie przez 5 dni menu z 1 etapu, przez następne 5 dni menu z 1 i 2 etapu

Faza ta powinna trwać do momentu uzyskania pożądanej wagi
WARZYWA DOZWOLONE 
Pomidory, ogórki, szpinak, rzodkiewki, pory, szparagi, zielona fasolka, kapusta, grzyby, seler, koper, sałata, cykoria, boćwina, bakłażany, cukinia, papryka, marchew i buraki (w umiarkowanych ilościach).
WARZYWA WZBRONIONE 
Kartofle, ryż, kukurydza, groch, zielony groszek, bób, soczewica, fasola, karczochy.



3 etap
Menu można wzbogacić o następujące produkty: pełnoziarnisty chleb (do 2 kromek dziennie), ser (do kilku plasterków dziennie), makaron, ryż i ziemniaki (jeden z trzech wymienionych produktów 2 razy w tygodniu), pieczeń z polędwicy wieprzowej oraz owoce bez dużej zawartości cukru (unikajmy winogron, bananów oraz czereśni). Dwa razy w tygodniu można urządzić sobie pełen obiad z przystawką, daniem głównym i kieliszkiem czerwonego wina, jednak potem należy na 1 dzień powrócić do pierwszej fazy diety.
Faza powinna trwać proporcjonalnie do ilości zrzuconych kilogramów (10 dni na każdy kilogram wagi)



4 etap
raz w tygodniu powracajmy do menu z fazy ataku. Pijmy wtedy 2 litry wody dziennie i proteinowy koktajl. W ciągu pozostałych dni nie zapominamy o śniadaniach bogatych w nabiał (jajka, twaróg, jogurty czy maślanka z otrębami). Do kawy i herbaty nie dodawajmy cukru. Nie sięgajmy także po słodycze 
Oprócz tego możemy spożywać dowolne produkty i jeść „normalnie”.
raz w tygodniu powracajmy do menu z fazy ataku

Oprócz tego możemy spożywać dowolne produkty i jeść „normalnie”.
Poza tym stawiam na ćwiczenia. M.in. kręcenie hula-hop, bo tak jak doradzała mi  

Recenzja pasty wybielającej max white one, Colgate

Witajcie kochane, przepraszam za dość długą przerwę w pisaniu. Nadszedł w końcu czas na zamieszczenie recenzji Colgate max white one.

  • od producenta:

  • ode mnie:

    - Początki:Pastę kupiłam 10 września i wtedy też rozpoczęłam jej testowanie. Moje zębiska przed testem wyglądały tak:

Miałam drobne przebarwienia, kamień, zęby były dość zszarzałe - po kawie, nadmiarze herbaty itd.
- W trakcie testowania:
Zęby tak jak kazał producent szczotkowałam 3 razy dziennie, po nawet więcej niż 2 minuty. Chciałam jak najlepszego efektu, jak najszybciej. Producent sugerował, że po tygodniu będę mięć zęby jaśniejsze o ton. Robiłam zdjęcia co 2 dni, jednak przyglądałam się, obserwowałam, na zdjęciach mało wyszło niestety, dlatego ich nie zamieszczam. 
Już pierwszego dnia czułam dość duży dyskomfort po szczotkowaniu, tzn. po około 2-3 h zęby zaczynały mnie boleć, czasem na prawdę bardzo, tak że miałam ochotę cisnąć to całe testowanie. Po kolejnym myciu w ciągu dnia ból trochę ustępował,  ale nie na długo. Pasta jest aż przesadnie nemętolowana, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Mentol był taki, że aż bolało zaraz po myciu, przede wszystkim dziąsła. Co ciekawe już po pierwszym dniu zęby były gładziutkie, wolne od jakiegokolwiek nalotu, choć wrażenia z mycia były jak po szorowaniu cifem ;p. Czuć drobinki w paście, palusieńkie, które ścierają zabrudzenia.
Z dnia na dzień średnio byłam zadowolona, ból się nasilał, efekt był słaby. Testowanie skończyłam po 2 tygodniach, tj. 24ego.
Po pierwszym tygodniu, nie było się czym chwalić, natomiast po drugim, ku mojemu zdziwieniu efekt był świetny:

Niestety teraz te parę dni myjąc zęby pastą ziołową, widzę że efekt zaczyna powolutku zanikać. 

- podsumwanie:
Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć czy warto stosować tę pastę. Na pewno nauczyła mnie ona sumienności w myciu zębów, aż nadto. Nie dało się zapomnieć o 3-krotnym szczotkowaniu przez ten dokuczliwy, ćmiący ból. Być może ja mam jakąś nadwrażliwość choć nie sądzę, bo mój chłopak po pierwszym dniu zrezygnował, z uwagi na ból zębów, u niego był o wiele bardziej nie do wytrzymania.
Na pewno pasty wybielające są mniej ingerujące w strukturę zęba niż wybielanie u dentysty i preparaty typowe do wybielania, jednak dyskomfort ich stosowania daje wiele do życzenia. Tym bardziej, że ból nie był tylko i wyłącznie skutkiem spożywania ciepłych/zimnych posiłków, słodkości, ale po prostu był cały czas. Po 2 tyg użytkowania zostało mi pół tubki pasy, więc jest dość wydajna.
Minusem jest nietrwałość efektu, ale na plus przemawia rzeczywisty, zapowiadany przez producenta rezultat, który jest dość szybki. W tym przypadku sprawdza się powiedzenie, że by być pięknym trzeba cierpieć, zdecydowanie.
  • Cena:
Płaciłam ok. 8 zł w promocji w Rossmannie, normalna cena to 10 zł.
  • Ocena:
5/5 za skuteczność, 0/5 za kurację wprost nie do wytrzymania.




Akutol - opatrunek w płynie, spray

Dziś taka szybka recenzja areozolu Akutol, środka na rany, który ma być odpowiednikiem plastra.  Kupuje się go w aptece, bez recepty ;p. Producent pisze, że pomaga on goić się ranom, wzmaga odbudowę tkanki. Nie wolno go stosować na rany, które jeszcze krwawią. Produkt jest rekomendowany np. w przypadku, gdy mamy ranę, a chcemy iść na basen. Ogólnie niby wszystko fajnie, ale niestety średnio jestem zadowolona z tego produktu. Okropne jest samo zastosowanie, gdyż płyn ma w składzie wodę utlenioną, substancje odkażające. Po pryśnięciu na oczyszczone, skaleczone miejsce chce się wyskoczyć ze skóry, piecze, pali, szczypie, plus jest taki, że na pewno wybija wszelkie bakterie. Po parunastu sekundach przestaje boleć i ponoć ma zaschnąć, stworzyć niewidzialną, chroniącą powłoczkę. Niestety miejsce pryśnięcia cały czas się klei, zwłaszcza w ciepłe dni, co zagraża zabrudzeniem rany. Testowałam w basenie - po wyjściu z wody prawie nic nie zostaje, a w trakcie pływania wygląda strasznie, jak martwy naskórek. Akutol może i minimalnie poprawia gojenie ran, ale nie zauważyłam, by było to znaczące. Cena to ok. 14 zł. Środek ten jedynie mogę nazwać odkażaczem, ale na pewno nie opatrunkiem. Lepiej chyba stosować tradycyjne metody i wodę utlenioną. 

A Wy kochane znacie jakieś środki tego typu, które można polecić?

Pod presją piękna

Wszystkie chyba dążymy do doskonałości. Zastanawiamy się nad mniej lub bardziej ingerującymi zabiegami.  Zachęcam do oglądania programu "Pod presją piękna", dostępnego tutaj. Wspaniały dokument dający do myślenia, może ustrzeże niejedną z nas przed złymi decyzjami.

Płyn do przechowywania soczewek Opti-free Express - opinia

Sporo czasu temu skończył mi się płyn do soczewek Opti-free Express. Byłam z niego zadowolona, soczewki przechowywane długo, lub w krótkich odstępach czasu pozostawały niezmienione, aż do wyczerpania ich użyteczności.Płyn choć zalecany do soczewek tej samej firmy, mogę uznać za uniwersalny. Jedyny minus to cena. Normalnie 355 ml kosztuje około 30 zł, ja dostałam mniejsze w cenie promocyjnej za 20 zł. A np. w Rossmannie, jak dowiedziałam się od swojej przyjaciółki, płyn do soczewek o 360 ml pojemności kosztuje ok. 20 zł. Jego jakoś będę sprawdzać wkrótce.

Olejek pomarańczowy

Olejek pomarańczowy stosuje się w aromaterapii, bo ponoć stabilizuje układ nerwowy, działa uspokajająco, harmonizująco. Warto więc go stosować jako aromaterapeutyk gdy jesteśmy nadmiernie wrażliwi, rozdrażnieni, czy żyjemy w dużym stresie. Zapach pomarańczy nas zrelaksuje i uspokoi, przywróci zadowolenie, wprowadzi w dobry nastrój. Olejek ten polecany jest nawet osobom kłótliwym, niespokojnym. W sam raz dla mnie! Zwłaszcza w czasie sesji. Ja leję kilka kropli na wodę, do naczyńka nad podgrzewaczem, w kominku. Niektórzy nasączają olejkami specjalne gąbeczki, kropią ozdobne kamyki, ja wolę gdy zapach uwalnia się równomiernie i subtelnie. Nie ma co przesadzać, zbyt silny lub długotrwały zapach potrafi wywołać drzemkę ;). Swój olejek kupiłam w sklepie "po 5 zł", 12 ml za 6 zł ;)

Opinia o karmie uzupełniającej minerałowo-witaminowej dla psów Megavit, Mikita

Moje pieski od roku przyjmują w/w preparat z witaminami i minerałami. Są małe więc wg zalecanej dziennej dawki dostają po 1/4 pastylki. Uzupełnienie musi mieć przyjemny smak, bo bardzo żywo reagują na otwieranie pudełka, chętnie rozgryzają preparat. Zauważyłam poprawę wyglądu ich sierści. Pieski są pełne werwy, zadowolone. Nie narzekam na ich odporność, nie mają uczuleń powodowanych, którymś ze składników, nie chorują na przeziębienia. Opakowanie na 2 małe psy jest bardzo wydajne, zapłaciłam za 150 tabletek 18,50 zł. Gdyby mogły pewnie same by poleciły tę opcję. Ja oceniam na 5.

Opinia na temat soczewek kontaktowych B-LENS BIO

Od kilku miesięcy kupuję soczewki kontaktowe B-LENS BIO, dostępne w sieci drogerii Rossmann, para za cenę ok. 20 zł. Co miesiąc powtarza się ten sam schemat ich użytkowania. Mianowicie, na początku komfort noszenia jest taki, jak zapewnia producent, z biegiem dni soczewki zużywają się aż nie nadają się całkiem do noszenia. Jest w tym pewna sensowność - użytkownicy soczewek mają to do siebie, że przedłużają ich żywotność za wszelką cenę, nawet gdy jest to niebezpieczne z punktu widzenia chorób oczu. Z produktem B-LENS BIO takie postępowanie nie jest możliwe. Soczewki dokładnie po miesiącu używania nadają się tylko do wyrzucenia. Myślę, że za tą cenę produkt jest wystarczająco dobry, jednak jego jakość nie jest aż tak dobra jak sugeruje producent. Produktowi przyznaję 3,5 pkt.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...